Good memories / Kreta 2014

21:26 Zuzu Here 5 Comments

Okej! Udało mi się przerobić widoczki i mniej zobowiązujące zdjęcia z wakacji, dlatego wrzucam je teraz na bloga, a następne dwa posty będą ze stylizacjami :) 
Ogólnie rzecz ujmując - latać nie lubię i chyba nigdy nie polubię. Nie to żeby jakieś tam turbulencje czy choroba, ale po prostu mój mózg wymyśla tysiąc pięćset scenariuszy pt. "Jak Zuzia właśnie rozbije się samolotem". I wiem, wiem, racjonalna strona mojej osobowości usilnie tłumaczy mi, że latają setki tysięcy samolotów i baaardzoo rzadko zdarzają się jakiekolwiek katastrofy. Jednak moja mniej racjonalna część wyjątkowo głośno krzyczy "O BOŻE ZARAZ WSZYSCY ZGINIEMY". Ale na szczęście udało mi się bezpiecznie dolecieć na Kretę, a potem z Krety wrócić. Uff. Wszystko dzięki mojemu dzielnemu (i nad wyraz cierpliwemu) chłopakowi, który przez cały lot głaskał mnie po głowie i uspokajał.
Śmiesznie jest wylecieć z kraju, w którym temperatura ledwo sięga 15 stopni Celsjusza, a po dwóch godzinach być w innym gdzie słupki skaczą do 35 stopni (w cieniu oczywiście) i nie ma czym oddychać. Muszę tu koniecznie zaznaczyć, że zdecydowanie wolę tę drugą opcje. Jakby to ładnie ująć- wolę się rozbierać, niż ubierać ;) Ale ten kto od czasu do czasu czyta te moje marne wypociny  wie, że zimy nie znoszę, a jak mam się ubierać przez 15 min przed wyjściem w milion kożuchów, swetrów, szalików, czapek, rękawiczek i Bóg wie co jeszcze, to mnie momentalnie szlag trafia.
Ale nie myślmy o tym. Przecież mamy LATO jeszcze! (...teoretycznie)
Tak więc, pogoda nam dopisała. Słońce, plaża, zimne drinki (mniej więcej pół kubeczka wódki na dwie krople soku). A morze! Cudowne! Ciepłe, czyste! Aż się rozmarzyłam. 
Dobra, przyznaję, nie było perfekcyjnie (bo kto z Was kiedykolwiek spędził idealne wakacje bez żadnej, choćby najmniejszej wpadki?). Ogólnie trafiliśmy na straszną wiochę i do najbliższego cywilizowanego miasta było jakieś 18km (2,70 euro w jedną stronę :P), ale któż by się tym zrażał? W końcu przyleciałam tam wylegiwać się na plaży i nic nie robić :) A nawet zwiedzać nie bardzo się chce człowiekowi w taki upał. Nie wspomnę już o jednodniowej niedyspozycji z powodu małego, wrednego zarazka, który bardzo usilnie próbował mnie zapoznać z hotelową toaletą. Ale nie wracajmy do tego... Po prostu pamiętajcie żeby zawsze brać ze sobą jakieś leki!
Tak mi się przypomniało w związku z tymi samolotami - jedyną rekompensatą na moje zszargane nerwy są te widoczki, chmury, morze :) a no i to przyspieszenie przy starcie - miód.
Cóż ja chciałam jeszcze dodać? Nie pamiętam. Pozostaję mi więc zaprosić Was bardzo serdecznie na mojego facebook'a i instagrama :) 
Na razie!


Instagram

PS: Nie zanudziłam Was za bardzo? (dajcie znać jak podobają Wam się moje teksty, będę wdzięczna za opinie). A jak Was to nie interesuje to chociaż cieszcie się zdjęciami!




5 komentarzy:

  1. Dobry tekst, uśmiałam się. Mam taki sam stosunek do zimy - jak mam zakładać milion warstw szlag mnie trafia, pomijam wiecznie elektryzujące się wtedy włosy i inne drobiazgi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Absolutnie się z Tobą zgadzam! Chyba nic mnie bardziej nie wkurza jak elektryzujące się włosy :P Najlepiej tylko związywać i mieć święty spokój.

      Usuń
  2. Pisz więcej, bo czyta się bardzo fajnie:).
    Ogólnie ten post super, jesteś taka uśmiechnięta, widoki piękne!

    OdpowiedzUsuń
  3. achh ale Ci zazdroszcze tych wakacji <3

    OdpowiedzUsuń