Opowiesc o wybrednym cesarzu

00:16 Zuzu Here 1 Comments

Split

 Takie sobie miasteczko, właściwie miasto (drugie co do wielkości w Chorwacji) położone w Dalmacji. Nawet fajne, choć, bądźmy szczerzy - prócz pałacu Dioklecjana nie ma tu za dużo zabytków do zwiedzania. Ogólnie rzecz biorąc, to upały dawały sie we znaki, które [przynajmniej mnie] nie pomagają w cieszeniu się w pełni przepięknymi widokami :( Świadomość, iż stoisz w miejscu, które swoją historią sięga starożytności jest niebywała!
(Dla niewtajemniczonych - pałac Dioklecjana powstał jakieś 1700 lat temu na życzenie w/w cesarza - bo mógł sobie tego życzyć. Prace trwały 10 lat, potem on spędził tam 10 lat cesarskiej emeryturki (przypadek? nie sądzę) - i miał się świetnie... no przynajmniej dopóki nie umarł.Dioklecjan to był fajny gość, podczas pobytu w Splicie zaproszono go na dyplomatyczne spotkanie, ku zdziwieniu organizatorów cesarz odmówił, tłumacząc się nawałem roboty przy zbieraniu kapusty i innych warzyw w jego przypałacowym ogródku. A tak naprawde to jestem pewna, że tylko tam siedział i jarał trawę. Tak przy okazji, przywiózł z Egiptu 13 sfinksów (ja to sobie wyobrażam tak: stanął, jego twarz owiewał ciepły wiatr [i piasek, ponieważ mrużył od niego oczy], w pełni chwały rzekł do swoich poddanych: 'nie wiem jak to zrobicie ale mają być zawiezione do mojego pałacu' tak było. A to nie lada zadanie, bo tak na oko mają z milion ton). Jeden z nich niestety nie ma już głowy, gdyż stracił ją podczas bliskiego spotkania z piorunem i kawałkiem ściany. Po tym jak były władca poszedł wąchać kwiatki od spodu ludzie stwierdzili, że warto by stworzyć sobie w murach tego pałacu miasto - Split. Wykorzystali to, iż super zarąbiści architektowie Dioklecjana postawili go w najbardziej zacisznym miejscu w Dalmacji i żadna wichura nie miała prawa zbliżyć się do niego na więcej niż 2 kilometry ( w przybliżeniu). Ale żeby to uczynić musieli rozwalić jego... większą część [prócz podziemi, bo tam urządzili sobie śmietnik - przecież gdzieś musieli -.-']. W ten sposób (pomysłodawca tego pomysłu musiał być idiotą do kwadratu) z powierzchni Ziemi zniknęły drogocenne komnaty, a na ich miejscu powstały domy. I stoją tam do dziś - bo pałac to oddzielna dzielnica Splitu, ale o tym później. (tak w skrócie opowiedziałam, parafrazując słowa pani przewodniczki)
Zdjęcie wyżej przedstawia obraz jak to wyglądało wtedy, jeszcze za życia cesarza. Muszę nadmienić, że po jego śmierci osiedlili się tam chrześcijanie - którzy delikatnie rzecz ujmując nie lubili Dioklecjana dlatego było im wszystko jedno co stanie się z jego posiadłością.
 Podziemia - jedyne dobrze zachowane miejsca pałacu (aż do XIXw. zasypane, aż jakiś mądry facet nie wpadł na to, że trzeba je odkopać [co trwało nawiasem mówiąc <tylko:D> 100lat, chyba nie doczekał rezultatów swojego projektu:( ]). Mnie przypominają sukiennice w Krakowie.
 A tu - wszechobecne w całej Chorwacji - bugenwilla. Z cuklu 'wiedza bezużyteczna' te fioletowe kwiaty to okwiat, a prawdziwe kwiaty są takie trzy maleńkie w środku (lubią żelazo, np. gwoździe). Kwitnie od wczesnej wiosny do grudnia - niestety nie w Polsce :( 
 Jak już wspominałam wcześniej - (patrz: zdjęcie wyżej) budynki mieszkalne powstałe wiele wieków temu. Trochę dziwnie pewnie się tam mieszka, a co dopiero w sezonie kiedy miliony turystów zagląda ci przez okno do domu [no chyba, że mieszkasz na 2 piętrze :P]
 "Taka sobie" wieżyczka.
 Nie ma to jak wąskie uliczki. BTW. istnieje w pałacu najwęższa ulica świata - jej nazwa w wolnym tłumaczeniu znaczy 'przepuść mnie kiedy idę', a to dlatego, że więcej niż jedna osoba się tam nie przeciśnie. Nie jest jakoś szczególnie fascynująca, ma ze 3m długości i parenaście centymetrów szerokości.
 A to już poza pałacem - targ owocowy - mimo iż nikt tam nie sprzedaje owoców (kiedyś sprzedawali)
 Ach, no i oczywiście pomnik obok którego nie da się przejść obojętnie. Podobno kiedy pogładzi się jego polec u stopy 
po 1) wróci się do Splitu
po 2) spełni się Twoje najskrytsze marzenie! (oczywiście działa to tylko raz w życiu [o ile w ogóle działa, w co śmiem wątpić :P]) 
 Biedny święty bombardowany miliardem życzeń zdesperowanych wiernych [ja też się do nich zaliczam, a co!] ma już tak zjechany palec, że tylko lśni na żółto w blasku słońca [i jest piekielnie gorący-ten palec rzecz jasna, nie święty]. 
 A oto główny bohater całego zamieszania - Dioklecjan! 
Dobra, macie mnie - to tylko jego marna podróbka z nieogolonymi nagami <tego nie wiem na 100% ale przypuszczam> 
 Koleś starał się robić show (i powiedzmy, że szło mu na dostateczny z plusem) robił śmieszne miny, gestykulował by mu dopingować (może się stresował albo co ;x), i obrażał się jak za cicho tłum krzyczał AVE na jego cześć - dziwny facet. W każdym razie było to coś pokroju X-factora, czyli sztucznie wymuszonej zabawy. Być może za surowo go oceniam, mniejsza z tym. Ludziom się podobało. 

Reasumując, pobyt w Splicie ograniczał się do obejrzenia pałacu Dioklecjana (i stwierdzeniu, że ludzie, którzy zburzyli budynki na jego terenie to idioci) oraz zjedzeniu fast-fooda za 38 kun o_O Ładna mieścina z, wydaje mi sie, wypolerowanymi kamieniami tworzącymi chodnik (bo na każdym kroku można się poślizgnąć i stracić życie:/) 

Wpadajcie na fan page:SUSANNAFASHION <klik> 

1 komentarz:

  1. Byłem w Splicie i rzeczywiście nie ma tam nic do zobaczenia prócz pałacu Dioklecjana i może zoo na pobliskiej górce. Natomiast mi się podobało przedstawienie wykonane w południe przez cesarza.

    OdpowiedzUsuń